wtorek, 19 grudnia 2017

Mała rzecz, a cieszy

Nie wiem czy pisałam, że ususzyłam trochę cytrusów - dwie pomarańcze i półtora limonki :) Niespecjalnie miałam pomysł, co potem...Ale wzięłam nić, grubą igłę i owoce (które okazały się być ohydnie lepkie :P ) i zaczęłam nizać:


Prezentuje się całkiem całkiem :)

Zaczęłam też dziergać pierwsze Granny square :) Założenie - narzuta na łóżko, dzięki temu wykorzystam motki w dziwnych odcieniach kupione do projektów bardzo już nieaktualnych :)




Choćby nie wiadomo jak dobierało się kolory, kwadrat z odrobiną bieli zawsze wygląda najlepiej :)

Świńskie pulowerki są wykańczane, niedługo pokażę efekty końcowe.
Szalik dla męża w trakcie pracy :)

czwartek, 14 grudnia 2017

Pierwsza świnia!

Jak w tytule - pierwsza świnka za mną :) Robiło się  bardzo przyjemnie, choć na początku źle prowadziłam nitki i są lekkie przerwy (które tylko ja widzę...).


Teraz robi się druga, ale myślę nad innym kolorem. Potem czeka mnie blokowanie całości, wykonczenie dekoltów i zszycie - chyba z bocznym zapięciem na ramieniu na guziczek, coby dzieciaczkom było wygodnie w zakładaniu i noszeniu.

Wzór pochodzi z tej książki:
Teoretycznie to wzory na bożonarodzeniowe bombki, ale kto by się przejmował :D

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Odhaczone!

Mogę z czystym sumieniem odhaczyć na liście pozycji dzierganych swój szalik :) Zakończony, teraz schnie zblokowany - i dopiero po wyschnięciu okaże się, czy nie będę musiała dorobić paru rządków na długości, niestety inną włóczką. Przed blokowaniem był na styk - owinę się nim dwa razy, ale zostaje malutko szala poza szyją. Niby nie lubię za długich szalików, jednak to może być zbyt krótko :) Myślałam też o jakimś fajnym guziku, żeby móc spinać z jednej strony i unikać niepożądanych golizn. Zobaczymy - może okaże się, że blokowanie zdziałało cuda.



Kolor taki jak na ostatnim zdjęciu.

Szalik dla męża został spruty :P i robię na nowo, podwójną nitką, teraz wygląda porządnie. No i skończyłam drugie plecki, dziś w planach narzucenie pierwszego przodu - wzór już skserowany, można powoli dłubać.

środa, 6 grudnia 2017

Czarna seria

Można tak stwierdzić - od paru dni wybitnie nie idzie mi szycie. Wymyślam, kroję, szyję kilka godzin (wielce towarzyski 8miesięczniak nie przyspiesza prac), a efekt jest taki, że wywalam swoje dzieuo do kosza, mamrocząc wybitnie niecenzuralne wyrazy...

Planowałam uszyć rękawice kuchenne, nawet mi szło, ale stwierdziłam, że chyba są za duże - więc obcięłam kawałek, żeby stwierdzić, że stały się za małe...poszło (poleciało ;p ) do kosza.
Zachciało mi się nowej firanko-zasłonki do pralni (albo kotłowni, jak zwał tak zwał): pierwsze próby ze ściegiem krytym na śliskiej materii NIE SĄ dobrym pomysłem, sam projekt polegający na łączeniu fragmentu firanki z cienkim materiałem też nie był za fajny...poszło do kosza. Tu już złapał mnie kryzys, że nie umiem nic szyć itp. Uspokoiłam się, uznałam, że poza stratą czasu i nici są same zyski - zużyty materiał oznacza, że będę mogła niedługo kupić nowy :), a każde szycie czegoś uczy. Nie oszukujmy się, jak na czas posiadania maszyny szyłam niewiele.
Ale-nadal chciałam mieć nową ("nową") firankę do tej pralnio-kotłowni. Firanek mam sporo, dostałam nieużywane od mamy, wiadomo, że na swoim przydaje się wszystko, bo nie ma szans, żeby od razu kupić jakieś ekstra. Znalazłam też pofarbowaną koronkę i zaczęłam kombinować:


Wyszło znośnie, zwłaszcza że poprzednio na oknie miałam takie coś:

Póki ten pierdolnik nie zostanie ogarnięty i dostosowany do swojej właściwej funkcji, nie ma sensu inwestować w drogie firanki. Na tle panującego tam bałaganu nie będzie ich widać :P

Kolejna udana rzecz to pokrowiec na poduszkę na siedzisko. Samo siedzisko - super sprawa, pod spodem są półeczki na koszyczki, idealnie mieszczą szaliki, czapki itp. Wszystko białe, poduszka też. Biała poduszka w przedpokoju...czy muszę wyjaśniać, jak bardzo głupi to pomysł?
Zużyłam starą narzutę, pokrowiec wyszedł udany, ale kolejny spróbuję zrobić może na zamek (ten jest na zakładkę, co sprawia, że ogólnie jest odrobinę za obszerny).

 Widok na wnętrze :)


A tu profesjonalnie wyprofilowane boki :D

Może zła passa minie. Nie mam zamiaru darować tym rękawicom kuchennym, już nawet mam plan :) Za to z szyciem firan trochę poczekam.
(to nie żart, mam już 5m woalu i chyba drugie tyle wiśniowego lejącego materiału na zasłony - jednak dochodzę do wniosku, że do nich potrzeba nieco więcej umiejętności niż posiadam obecnie).

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Ciągle się robi :)

Robię i robię, a końca nie widać...no, nie jest aż tak źle, bo skończyłam chustę dla Siostry i już nawet zdążyła ją dostać...a że jak zwykle skaczę od robótki do robótki...

Najpierw chusta:




 W zbliżeniach widać świetne guziczki - naszywki :) Nie mogłam się opanować, kupiłam ich ze 20, do tego chyba 20 malutkich srebrnych zawieszek z napisem "made with love" :) i długo nie mogłam się zdecydować, co byłoby tu lepsze, zawieszka czy guziczek. Jak zawsze, kiedy nie umiem podjąć decyzji, pytam męża :) Wybrał i moim zdaniem jest świetnie :D

A co robię teraz?
 Ciąg dalszy zielonego - widać chyba, co to może być, ale napiszę :) Na razie mam jeden gotowy tył, teraz robię drugi, docelowo będą dwa pulowerki z odjechanym wzorem (niespodzianka!) dla naszych szkrabów: mojego i siostry.

Toto splątane nie-wiadomo-co to zalążek szalika dla męża, powstaje ze starego szalika, włóczka jest świetna, bo ciemnobrązowa z białymi i jasnymi fragmentami, niejednolita w dotyku (coś a la tweed, chyba), niestety jest też nierówna w grubości...

a to różowe coś z poprzedniego postu - szalik dla mnie. Tzn. na razie jest pół szalika :D ale włóczka już dokupiona i można kończyć.

Dlaczego mi się nie chce?

Zastanawiam się nad tym od jakiegoś czasu. Mam pomysły, mam materiały, czas też by się znalazł (choćby wieczorem, gdy dziecko już śpi), ale ...