Pierwszy to przeróbka wieńca z ubiegłego roku: posrebrzony i obwieszony nowymi błyskotkami, do tego pasująca kolorystycznie wstążka:
Na żywo bardzo ładnie to lśni i błyszczy, niestety pogoda jaka jest, każdy widzi, a zdjęcia robione telefonem zawsze będą zdjęciami robionymi telefonem :)
Dwa kolejne to realizacja popularnego dość wieńca materiałowego, po prawdzie robione na próbę, czy coś w ogóle z tego wyjdzie. Bez ozdób wyglądały - wg mojej siostry - jak splątane jelita... Z ozdobami wyglądają tak, że siostra sobie zażyczyła jeden, ale z nieco innego materiału :) Znając życie, zrobię dwa, żeby jeden był dla mamy też.
A oto wieńce jelitkowe:
Na warsztacie dalej chusta i czapka...po prawdzie druga czapka, gdyż albowiem pierwsza wydała mi się zbyt cienka. No więc teraz robię grubasa z 3 włóczek i mam ogromnego stracha, czy mi materiału starczy :)





A ja dostałam taki. Myślałam że to ze sklepu. Nie chce nic mówić ale mi idealnie pasuje do przedpokoju. Czy jeśli już go powieszę będzie to szaleństwo? 😃
OdpowiedzUsuńMiło mi, że uznałaś to za wytwór sklepowy :)
OdpowiedzUsuńJa tam już powoli wystawiam świąteczne pierdółki :P