Dorwałam książkę "Przytulanki szmacianki" i zostałam niejako zobowiązana do uszycia czegoś mojemu Młodszemu Gościowi :) Uszyłam, nawet dwie, bo co mi szkodziło? Zwłaszcza, że Egzemplarz Pierwszy nie bardzo wyszedł - połamałam igłę w maszynie i kończyłam szyć ręcznie, bardzo improwizując (bo i po co czytać opisy). Drugi Egzemplarz jest bardziej udany, ale Gość cieszy się z obu, a to dla mnie najważniejsze.
Egzemplarz Pierwszy, czyli Pimpek:
Egzemplarz Drugi - Basset:
Od razu mówię, że Basset w rzeczywistości nie jest aż tak krzywy, coś
zdjęcie dziwnie wyszło, a nie mam już możliwości zrobienia nowego.
A tu obie maskotki razem:
Dodam tylko, że według opisów z książki łapki i uszka nie powinny być wypchane, co doczytałam parę minut temu :P Będzie okazja do uszycia czegoś nowego :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Dlaczego mi się nie chce?
Zastanawiam się nad tym od jakiegoś czasu. Mam pomysły, mam materiały, czas też by się znalazł (choćby wieczorem, gdy dziecko już śpi), ale ...
-
Nie wiem czy pisałam, że ususzyłam trochę cytrusów - dwie pomarańcze i półtora limonki :) Niespecjalnie miałam pomysł, co potem...Ale wzięła...
-
Zimno i niefajnie, trzeba więc poprawić sobie nastrój :) Nie potrzeba wiele: wiklinowe wieńce, sztuczne kwiaty, klej na gorąco, sprzęt do ci...
-
A tak na poważnie - miałam pomysł i czas do realizacji i są trzy świąteczne (albo: okołoświąteczne) wieńce. Pierwszy to przeróbka wieńca z...



Basset wymiata:)
OdpowiedzUsuńO dziwo, Młoda chyba bardziej woli Pimpka :D
OdpowiedzUsuń